Dach

Nasz dach nagle zniknął. Nikt nie wiedział, dlaczego. Po prostu obudziliśmy się pewnego dnia i już go nie było. Wcześniej w ogóle się na to nie zapowiadało. Nie było wokół wielkich maszyn, żurawi, koparek. Nie było tornada, ani nawet nie mieszkamy nad morzem, żeby dach mogło porwać tsunami. Zresztą, jakoś byśmy się wtedy mogli na to przygotować, bo gdyby miało go porwać tsunami, to najpierw pewnie by przeciekł. Choć może nie zdążylibyśmy tego zauważyć, fikając koziołki w wielkiej huczącej słonej fali. Continue reading “Dach”

Advertisements

(Prze)pustka do raju

Pustka była tak wielka, że nie zostawiała już miejsca na nic innego. Na szczęście tuż za nią był Głęboki Bród, miasteczko fonetycznie predestynowane do bycia tym, czym było – dyskretną scenerią dla niemoralnych opowieści. Stojące tu i ówdzie banery zapewniały przybyszów o braku cenzury, zachęcały do całkowitej szczerości i gwarantowały natychmiastowe uczucie ulgi dla każdej zbłąkanej – a raczej błądzącej – owieczki, która odważnie wyzna swoje winy. Droga do oczyszczenia nie była prosta, gdyż wiodła przez Pustkę, a jednak pielgrzymi ściągali do Głębokiego Brodu setkami z różnych stron świata. Każdy niósł bagaż swoich doświadczeń, ale ze świadomością, że pozbędzie się tego ciężaru tuż po przekroczeniu granic miasta. Continue reading “(Prze)pustka do raju”

Hossa

Nigdy nie było tak, jak dziś. Dziś było inaczej. Inaczej było. Za każdym razem, kiedy się spotykali wino lało się strumieniami a rozmowy ciągnęły się błyskotliwie jak anielskie, pożal się Boże, włosy. Dziś było inaczej. Inaczej było wszystko. Od poranku po sam wieczór a nawet, sam nie wiem, noc – wszystko było inne. Rano, jak zawsze wyszedłem przed śniadaniem na ulicę i idąc za swoim codziennym rytuałem, podchodziłem do ludzi i prosiłem o pieniądze. Kiedy kręcili przecząco głową, wiedziałem, że mogę przejść do kolejnego etapu. Continue reading “Hossa”